piątek, stycznia 18, 2013

Grand Theft Auto IV - co mnie uwiodło, a co zirytowało. [Pseudo recenzja]

Powyżej widać nudny tytuł notki o jak dla mnie ciekawej grze, dlaczego ciekawej? To postaram się opowiedzieć w dalszej części.

[UWAGA to dopiero WSTĘP]

Grand Theft Auto, jaki gracz nie kojarzyłby tego tytułu? Na pewno są osoby, które go nienawidzą za to jaki jest, mimo to główny prym wiodą ci wszyscy, którzy się w niej zakochali i ja należę do tej drugiej grupy

Słuchy na temat gry tu omawianej dotarły do mnie już w okolicach sezonu na jej popremierowy zbyt z półek sklepowych. Wtedy co to jest internet wiedziałem tylko z lekcji informatyki w podstawówce i jedyną stroną internetową jaką znałem było Google Grafika...
Trzy lata po premierze to było w 2011 dostałem pierwszego laptopa, który pozwalał na uruchamianie sensownych gier. Tyle, że aż pół roku potrzebowałem, żeby czymś takim się zainteresować...
O Ironio, jaka była pierwsza gra, którą pobrałem z torrentów, żeby polubić ją na wieczność i kupić oryginał? Oczywiście to było GTA IV!

[TEKST WŁAŚCIWY]

Pierwsze wrażenie:
Po pierwszej, jakże męczącej instalacji pirata największy problem sprawiały ustawienia graficzne. Trzy dni nie potrafiłem wyregulować wszystkiego tak, aby płynnie działało, w końcu wydawało mi się, że jak na taką grę to powinna ona "Iść na wysokich". Okazało się, że to cienie. Mobilny Radeon nie dawał rady z mapowaniem cieni! Pierwszy objaw czwórkowej optymalizacji za mną. Zauważyłem, że na najwyższej rozdzielczości gra działa płynniej niż na najniższej. Mimo ogólnej mniejszej liczby klatek na sekundę było zdecydowanie mniej spadków i regularnych ścin, które i tak nie ustępowały przy wychodzeniu z budynków, podczas wybuchów oraz przy obliczaniu trajektorii lotu ciała po potrąceniu przechodnia. Takich zdarzeń było więcej, ciężko mi je teraz wymienić (w domyśle to ma być oznajmienie o istnieniu drugiego objawu optymalizacyjnego).
Jednakowo pamiętam, iż we wczesnym czasie zapoznawania się z produkcją moją uwagę zwrócił jeden bardzo subtelny szczegół, mianowicie części samochodów, a dokładniej drzwi które są materialne. Skierowanie postaci w ich stronę i chodzenie po nich pozwala stwierdzić, że nie są tylko teksturami znikającymi po kilku sekundach lecz jakimś prawdziwym ciałem w świecie gry, które ma swoje właściwości fizyczne.
Cały silnik fizyki mnie zaintrygował, odpicowana grafika nie grała tak wielkiej roli. (Co to za grafika na komputerze z artefaktami i bez cieni przedmiotów) mimo tego bawiłem się dobrze i mocno odczuwam brak tej gry będąc zmuszony do używania netbooka.
Drugie wrażenie:
Największą sieczkę w miejscu akcji - mieście Liberty City wyrządza Niko Bellic, serbski imigrant, który niełatwy żywot miał i jak się okazuje tu ma nie wiele lepszy. Długo zajęło mi przechodzenie fabuły, bo aż pół roku. Czym to było spowodowane? Niczym innym jak dobrą zabawą z robienia rozwałki na otwartym świecie. Ciężko stwierdzić jak bardzo wielką frajdę dawało mi egzystowanie z Nikiem w roli głównej, jakby mi się komputer nie zepsuł to nadal zagrywałbym się całymi dniami tylko w to jedno i miał tylko szczątkowe pojęcie o blogowaniu i całym internecie, bo naprawdę nie potrafiłem się oderwać od wiecznej "Kradzieży Aut W Wielkim Stylu" i strzelania SMG lub M4 do ludzi i policji używając trainera do cheatowania. Może tak jak teraz jest lepiej. Chlip, przez to nie zapoznałem się ani trochę z trybem multi i ledwo coś liznąłem w tej kategorii. Gdy wreszcie dorwę się do nowego sprzętu pierwszą rzeczą będzie uruchomienie jakiegoś bezlitosnego trybu obstrzeliwania się nawzajem.
Z czym to wszystko się je?
Pierwszym zadaniem do wykonania jest przewiezienie kuzyna - Romana do domu, który automatycznie staje się savepoint'em. Kilka kolejnych zadań sprowadza się do jeżdżenia samochodem, co sprawia że przebicie się przez wstęp do prawdziwego mordoru potrafi zanudzić, ale na całokształt fabuły nie narzekam, widziałem w internecie stwierdzenia innych osób, iżby to wszystkie misje kręciły się wokół strzelania jeżdżenia co niby jest nudne, lecz... od czego w końcu jest Grand Theft Auto jak nie od jeżdżenia samochodami i strzelania? Nie wyobrażam tego sobie inaczej, ewentualnie minigierki można zaliczyć jako dodatkową rozrywkę, co nawet przydawało się podczas nudnego wieczora - można było po kolei na zmianę w kilka osób pograć w kręgle, bilard, a nawet się pościgać w rywalizacjach ulicznych najbardziej egzotycznymi sportowymi furami jakie zawarto w grze..
Klimat:
Krążą zdania, że to niby San Andreas ma najlepszy klimat i jest najbardziej dopracowana. O Vice City także można podobne stwierdzenia, lecz ja się nie upieram i sądzę, że każda z tych produkcji ma takie "coś" co wciąga mimo że im te części są starsze tym mniej mi znane (dziwne, dlatego muszę nadrobić ten stracony czas:).
Powołując się na przykład pierwszej - tu, w stanie San Andreas wzrok grającego od początku karmiony jest bardzo zjawiskowymi zachodami słońca, wszystkie miasta typowo kojarzą się z Ameryką i na mnie działają w sposób zachęcający do odwiedzenia w rzeczywistości, centrum miasta Los Santos i nieopodal Vinewood - prawdziwy klimat Beverly Hills. San Fierro - tu większość budynków zakojarzy się chociażby z dobrymi amerykańskimi filmami, które były kręcone w mieście mu odpowiadającym - San Francisco. Las Venturas, o joj, dużo tego: neony, sfinksy i inne pomniejszone zabytki z wielu miejsc świata, ogółem wszystko prezentuje to miasto takim jakie jest na prawdę - pełno świateł i innych akcentów związanych z bogactwem - te rzeczy nierozłącznie są z nim związane.
Można pomyśleć: "Czego chcieć więcej?" To "Więcej" dostarczyło mi właśnie GTA IV, zaawansowana fizyka, charakterystyczna ładna grafika (pomijam już tu efekty modów takich jak ENB Series czy iCEnhancer). Wspomniane wcześniej spadki klatek bywały momentami tak irytujące, że zburzyć dom pięścią to mało powiedziane, ale to i tak nie odebrało mi przyjemności z grania, gdyż potrafiłem to wszystko Czwórce wybaczyć.
Zalety i mankamenty:
Możliwe że się powtórzę kilka razy, ale tak jak wspomniałem wcześniej możliwość rozrywki w kilka osób przy jednym komputerze stawia ją w bardzo pozytywnym świetle. Dzięki możliwości pościgania się po na singleplayer'ze z botami lub na multiplayer'ze z innymi graczami stwierdziłem: "Jak na moje wymagania, nie potrzebuję żadnego Need For Speeda, żeby się dobrze bawić - GTA IV, czyli wszystko w jednym zawierające rzeczy będące z osobna głównymi tematami innych produkcji - lekko okrojone, ale mi starcza" Tak, to jest cytat myśli którą sobie wykształciłem.
Irytujący natomiast jest fakt częstego telefonowania Romana i prośby o wypad w jakieś miejsce, a co lepsze - po odrzuceniu połączenia, nagle, częściej niż zwykle komórka odzywa się i połowę połączeń to jego sprawka, a resztę stanowią inne osoby zaprzyjaźnione w czasie fabuły gry. Nasuwa się pytanie: "Po co komu tu telefon komórkowy?" -Spora część misji wiąże się z jego wykorzystaniem i w dodatku można zaaplikować w nim różne dodatkowe funkcje takie jak np. możliwość wpisania cheat'u czy dostęp do edytora filmowego.
Bardzo interesującym tematem są bugi gry. Najsłynniejszym są chyba glitch'ujące się huśtawki wyrzucające w powietrze wszystko co się z nimi zetknie - jest ich kilka w całym mieście. Gdy goni policja, nie ważne ile masz gwiazdek poszukiwania, zadzwoń do kogoś - odczepią się natychmiast. Inne przykłady można wymieniać, ale tego jest tyle, że ciężko to wykonać. Za to w rekompensatę polecam sprawdzić kanał Youtubowy użytkownika Wiliextreme'a - link podany na samym dole.

A tak teraz na dobry koniec:

 
Oraz najważniejsze: Kanał Wiliextreme, POLECAM!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

 
Blogger Templates