Slider

Czyli co się wyprawia w obecnej chwili na Blogu!
A dzisiaj mocne zachmurzenie, a raczej zako(p)cenie. Codzienna pogoda ducha, pod patronatem Świętego Luja z Łazarza.

12 kwietnia 2014

Tomb Raider, czyli jak przyswoić sobie klasyka w najświeższym wydaniu. [Recenzja]

Premiera gry miała miejsce 5 marca 2013.
Wcześniej ani przez chwilę nie miałem styczności z żadną z poprzednich odslon serii, tymczasem wszystko zaczęło się w listopadzie 1996 roku, gdy pierwsza część Tomb Raider ukazała się na pierwszym Play Station i komputerach stacjonarnych. Gra zrobiła niesamowitą furrorę i dzisiaj mało jest osób, które nie kojarzyły by jej chociaż w najmniejszym stopniu.

Powracając jednak do najnowszej odsłony:
Główna bohaterka Lara Croft to młoda archeolog pracująca na statku badawczym o jakże wdzięcznej nazwie Endurance. Osobiście mi się wydaje i podobno faktycznie tak jest, że po angielsku to słowo oznacza wytrzymały. Wytrzymałość może też być powiązana z trudnością zniszczenia, lecz czy w grze statek ten długo pozostał w jednym kawałku?

Nie.

Przygoda rozpoczyna się w momencie, gdy załoga Endurance staje w obliczu sztormu zbliżając się do wybrzeża pewnej wyspy leżącej niedaleko Japonii. Lara Croft pragnie zbadać rzeczoną wyspę i namawia resztę by do niej dopłynąć, wkrótce statek spotyka katastrofa i cała ekipa zostaje przez silne fale wyrzucona na brzeg wyspy bez możliwości powrotu. Wszyscy zostają porwani, a my budzimy się w ciemnej jaskini w kokonie wisząc głową w dół wśród martwych ciał innych rozbitków. Nam udaje się jednak stamtąd wydostać i... trafiamy w wir quick time eventów, które mają zadanie wyjaśnienia początkującym zasady sterowania i obsługi gry.
W tym momencie po raz pierwszy ujawnia się coś irytującego, ale o tym za chwilę.
Fabuła kręci się wokół potrzeby odnalezienia porwanych członków załogi - przyjaciół Lary oraz odkrycia przyczyny sztormów, które zmiatają wszystko co zbliży się do wyspy. Każdy statek i każdy samolot przybywający z pomocą zostaje pochłonięty przez nagłe zjawiska pogodowe, które tak szybko zanikają, jak się pojawiły. Eksploracja wszystkich zakamarków połączona z odkrywaniem tej bardzo wciągającej historii pochłania bez reszty i potrafi sprawić trudność w wyborze momentu na przerwę od wpatrywania się w ekran...

Widok zaniedbanej wioski przy takim zachodzie słońca tworzy naprawdę świetny klimat.

W sytuacji, gdy przeciwnicy staną na drodze dalszego postępu, a często chodzą po dwóch, istnieje możliwość usunięcia ich po cichu. Czasami trzeba jednak zmierzyć się z całą grupą wrogo nastawionych oponentów, walka z którą zwykle kończy się koniecznością zabicia ostatniego, najsilniejszego, szarżującego pana z tarczą skleconą z samolotowego włazu.
Nie można powiedzieć że w grze się nic nie dzieje, bo wszystko zależy od stylu grania. Coraz to dalsze etapy gry ciągle okraszone są elementami akcji i jedynym sposobem na chwilowy odpoczynek od nich, jest szukanie sekretów porozmieszczanych wszędzie tam, gdzie łatwo umykają uwadze i się je omija.
Z kolei jednak, gdy się je już ominie, nie ma powodu do zmartwień, ponieważ dzięki obozom szybkiej podróży można prawie w każdej chwili cofnąć się do poprzedniej lokacji i ją dokładnie pozwiedzać.
A jak to dokładniej jest z eksploracją? Lokacje są dosyć duże i zdecydowanie nie klaustrofobiczne, mimo że przebywa się je liniowo to dzięki szybkim podróżom można zwiedzić praktycznie całą wyspę, z wykluczeniem niewielkich obszarów do których nie doprowadziła sama fabuła. Chociaż nie ma tutaj żadnych środków lokomocji ani innych sposobów swobodnego zwiedzania mapy tak jak w sandboxach, to możliwość podróży między wszystkimi obozami, sprawia że świat posiada namiastkę otwartości.

Rozmiar mapy? Wyspa jak wyspa, całkiem średniej wielkości, choć tutaj zamartwianie się o rozmiar tego typu rzeczy całkowicie traci sens...

Do sterowania można użyć zarówno pada, jak i klawiatury, można też obu równocześnie, jeśli ktokolwiek ogarnie. Ikony przycisków w przypadku tego pierwszego są przejrzyste i zawsze wiadomo kiedy wcisnąć X, a kiedy Y lub któryś z triggerów, bo ikonki ma kształt i wygląd przycisków kontrolera Xbox'a 360. W przypadku klawiatury, ikony mają symbol kojarzący się z akcją której są przypisane, fajnie, bo wiadomo do czego służy, szkoda że ani trochę nie sugeruje, który z około stu klawiszy trzeba wcisnąć by zadziałało...















To czerwone to ikona wyświetlająca się w momencie, gdy trzeba szybko wcisnąć dany klawisz, jedyny sposób aby się dowiedzieć JAKI KLAWISZ to spojrzenie w powyższe menu, nie ma sprawy, lecz większość QTE mi nie wychodziły właśnie ze względu na kompletnie nieprzejrzyste oznakowanie przycisków na klawiaturze.
Inne wady trudno mi wymienić, sama gra nie jest szalenie zabugowana, choć jeśli już coś zacznie zgrzytać, to bardziej urozmaica rozgrywkę, niżeli ją uprzyksza, poniżej przykład jednej z chyba tylko dwóch sytuacji w której z grą zrobiło coś się nie tak.



Będąc w temacie rozgrywki, należy wspomnieć, że ukończenie na 100%, z czym nie miałem większych problemów, zajęło mi ponad 20 godzin z czego około 1/4 to chodzenie po lokacjach celem wyzbierania wszystkich znajdziek.
Mimo to polecam każdemu zapoznać się z tą grą, zdecydowanie jest warta wydania tych kilkudziesięciu złotych, bo zachęciła mnie do zapoznania się również z poprzednimi częściami serii Tomb Raider.

01 lipca 2013

Max Payne: The Movie (2008)


Jeśli jesteś graczem, tytuł pewnie kojarzy ci się z gościem, który wywija broniami jak się da i robi to w dodatku z chakterystyczną dla siebie gracją, czyli wykonując spektakularne skoki przy okazji spowolnienia czasu. Jeżeli tak jest, bądź możliwe, że nie, zapraszam do przeczytania tego miniartykułu do końca.
Rzadko oglądam jakiekolwiek filmowe produkcje mimo to, jeżeli już po cos sięgam okazuje się to całkiem przyjemnym kawałkiem gry aktorskiej, w tym przypadku nie było inaczej. Max Payne to ekranizacja interaktywnego dzieła Rockstar Games o takim samym tytule. Produkcja jest z dwa tysiące ósmego, więc spośród wydanych trzech części historii o kolesiu, któremu życie zgotowało niemiły los, nawiązuje do dwóch pierwszych z nich, a więc gdy Max Payne był jeszcze policjantem i zajmował się rozwiązaniem zagadki śmierci jego żony wraz z dzieckiem.  Więcej nie będę pisał, jedyne co pozostaje to polecić do zmarnowania około półtorej godziny życia i samodzielne zapoznanie się z produkcją, bo warto, jeżeli jest się fanem serii tym większym, jak i trochę mniejszym.

Ocena?

Mark Wahlberg odwalił kawał dobrej roboty odgrywając swoją rolę...


19 czerwca 2013

Midnight Club: Los Angeles, moja pierwsza samochodówka. [Recenzja]


Pierwsza w sensie powagi jaką przyłożyłem do rozgrywki w opisywany tytuł,  wcześniej przesze... przejechałem niezliczoną ilość wyścigówek na wysłużonej Nokii 5200. To wszystko, to wystarczy bym przeszedł wreszcie do konkretów.
"...wiedz, że coś się dzieje...",
to Voltek przy pisaniu szaleje!

Xbox 360 u mnie zagościł, wraz z nim dostałem 4 gry, nie złe gry, przynajmniej z opinii... ale za nie się zabiorę kiedy indziej. Kumpel poprosił bym pożyczył mu jedną z nich, w zamian oferował wybór swojej, wybrałem dzieło Rockstara. Układ był taki - on przechodzi moją grę, ja jego i oddamy zaś je sobie spowrotem. Jednak Midnight u mnie pozostał na stałe, wiedziałem od samego początku że tak będzie... (spokojnie, dogadaliśmy się, nie jestem zlodziejem :) Liczba 666 przejechanych mil na trasach wirtualnego Los Angeles zrobiła swoje i tak oto pojawił się ten tekst. 
Pierwsze wrażenie:
Gra została wydana 20 października 2008 r. aczkolwiek graficznie prezentuje się bardzo dobrze. Ja, przyzwyczajony do systemu jazdy z GTA IV nie potrafiłem ogarnąć sterowania, ale na szczęście - można zmienić konfigurację pada, a nawet poprzypisywać funkcje przycisków samemu, więc nie trzeba się o nic martwić.
Tuż po włożeniu płyty do napędu konsoli i spełnieniu wszystkich warunków niezbędnych do sensownej konieczności gwałcenia analogów i triggerów ukazuje się naszym oczon ekran ładowania: Po jakichśtam napisach widzimy takiesobie pomarańczowe logo Rockstar Games oraz niespecjalne fioletowe Rockstar San Diego, zaraz po nich kamera przenosi się do losowego miejsca w LA pozwalając wybrać dogodny moment do wciśnięcia magicznego guzika Start racząc równocześnie widokami - to jest ostatnia czynność niezbędna do rozpoczęcia zabawy. Po rozpoczęciu nowej gry zastaje nas krótka cutscenka po niej pojawia się ekran wyboru pojazdu, to wszystko!

W czasie kilkugodzinnej rozgrywki nie dopatrzyłem się zbyt wielu cutscenek, większość informacji dowiemy się przez smartfon marki Sidekick w sieci T-Mobile... 
Samo jeżdżenie jest przyjemne, koła reagują momentalnie na ruch analoga, czyli zależnie jak wychylimy gałkę, koła zrobią to tak samo w nadanym zakresie, układ kierowania reaguje zatem bardzo szybko. (Zwracam na to uwagę, ponieważ najnowszy Need For Speed Most Wanted zraził mnie do takich detali, a tam żeby umieć wyrobić odpowiednio na zakręcie musiałbym być jasnowidzem przewidującym czas na minimum, 3 sekundy bo tyle na oko trwa reakcja kół do maksymalnego skrętu...) 
Podsumowując Handling pojazdów wymaga tylko nabrania wprawy, ale nic nie stoi temu na przeszkodzie, sprawę polepsza dodatkowo fakt, że mamy do wyboru dwa rodzaje ustawień skrzyni biegów - manualną i automatyczną. 
Klub Północy (w wolnym tłumaczeniu) to z założenia gra o niezbyt legalnych wyścigach ulicznych  i pod taką koncepcję ją odważam się podpiąć, policja daje tu się we znaki. Mianowicie ucieczka przed stadem zawziętych radiowozów nie jest tak łatwa jak mogłoby się to wydawać cztery razy zostałem złapany zanim udało mi się pierwszy raz zwiać, a czemu mnie gonili ? Tylko dla tego, że jechałem swoją furą. 

-Odpicowaną furą... 

-Odpicowaną, pomalowaną furą...

-Odpicowaną, pomalowaną i stuningowaną furą...! 

Tylko dlatego!

W każdym razie z ucieczką przed glinami, gdy się uwezmą trzeba się trochę pobawić.
Ale wracając do tematu stuningowanej fury - części do tuningu jest naprawdę od groma, sama decyzja wyboru felg może wydać się trudna, modeli jest od groma, nie wspominając już o możliwości ich przemalowania na dowolny kolor.
Poza felgami modyfikacjom poddać możemy wymiary ogumienia, wysokość zawieszenia, kolory wszystkich tych elementów oraz jeszcze parę innych ciekawych opcji.

Trybów wyścigów jest kilka, poczynając od zwykłych okrążeń na stałej trasie poprzez wyścigi od punktu A do B, na starciach z przypadkowymi kierowcami kończąc. Przy omawianiu tego tytułu nie można zapomnieć o fakcie, że wszystkie pojazdy są licencjonowane, mimo to na ulicach wśród rzadkich egzemplarzy tych "prawdziwych" większość to i tak samochody "No Name"
W grze nie zabrakło swoistych ułatwień rozgrywki, za zdobyte doświadczenie można instalować różne powerup'y - m.in. układ zakłócający całą elektronikę w samochodach wszystkich przeciwników lub opcję pozwalającą spowolnić czas w newralgicznych momentach jazdy na przykład, by wyminąć różne przeszkody na drodze lub precyzyjnie wejść w zakręt.
Mimo, że większość stanowią samochody, to nie zabrakło tu także kilku motorów, a dokładniej dwóch Ducati - Monster S4RS 2007 i 999R 2006 oraz Kawasaki Ninja ZX-14, ale to tylko część detali, więcej nie mam juz sił opisywać, a nawet jak na recenzję przystało byłoby to grzechem. Podsumowując:

Midnight Club: Los Angeles jest grą dobrą, poziom trudności czasami potrafi nieźle napsuć krwi, ale poza tym nie dopatrzyłem się większych wad poza małą dostępnością i poleciłbym ją każdemu, kto jeszcze w niej nie wypróbiował swych sił, na prawdę jest to tytuł warty uwagi.